Zastanawiam się czasem, dlaczego tak wiele osób boi się tego stylu w bloku. Może dlatego, że kojarzy się z dużymi domami i przestrzenią. A to błąd. W małym mieszkaniu wnętrze w stylu rustykalnym może być nawet bardziej przytulne niż w wielkim salonie. Wystarczy kilka elementów: drewniana podłoga, najlepiej z szerokich desek, ale jeśli nie ma budżetu, to panele imitujące stare deski też się sprawdzą. Do tego lniane zasłony, które nie sięgają podłogi (krótsze optycznie powiększają okno) i gliniane donice z ziołami na parapecie. I najważniejsze – światło. Ciepłe, żółte, rozproszone, nie ostre LED-y.
Dywany w stylu boho to pole do popisu. Wybralam jeden duzy, recznikowy, w kolorze blekitu i pomaranczy. Nie musi byc drogi – najwazniejsze zeby byl miekki i latwy do prania. Bo prawda jest taka ze dywan na podlodze zbierze wszystko: okruszki, kurz, siersc. I jesli masz jasny dywan, bedziesz go odkurzac codziennie. Dlatego lepiej wybrac wzorzysty, ktory zamaskuje plamy. W boho sprawdzaja sie dywany z frędzlami, ale uwazaj na dlugie wlosie – w nich lubia gubic sie skarpetki. Pod dywanem mozesz polozyc mate antyposlizgowa, zeby nie jezdzil po parkiecie. To szczegol ktory czesto pomijamy, a potem zloszczymy sie gdy dywan sie marszczy.
Na koniec mała rada praktyczna: w open space unikaj zbyt wielu małych mebli, które rozbijają przestrzeń na kawałki. Lepiej postawić na jeden solidny element, jak stół z krzesłami, który będzie pełnił funkcję jadalni i biurka. Jeśli brakuje Ci miejsca na przechowywanie, łóżko z pojemnikiem na pościel to absolutny must-have. A wersalka w salonie? Tylko jeśli masz pewność, że będziesz jej regularnie używać – inaczej lepiej zainwestować w porządną kanapę z funkcją spania i stelażem listwowym. Przestrzeń otwarta to nie jest pole do eksperymentów – to układanka, w której każdy element musi idealnie pasować.
Rosliny doniczkowe to absolutny must have w kazdym boho wnetrzu. Mam ich dziewiec w moim mieszkaniu, ale nie wszystkie przetrwaly. Najlepiej sprawdzaja sie monstera, sansewieria i filodendron – one wybacza jesli zapomnisz o podlewaniu. Problem pojawia sie gdy nie masz gdzie ich postawic, bo parapety sa waskie a podloga zajeta. Wtedy mozesz powiesic doniczki na makrame pod sufitem albo postawic na regale. Uwazaj tylko zeby nie przesadzic z iloscia – zbyt wiele roslin moze sprawic wrazenie zielonego magazynu. W boho chodzi o to zeby rosliny byly czescia wystroju, a nie dominowaly nad nim. I pamietaj o podkladkach pod doniczki, bo woda moze zniszczyc drewniane meble.
Najwiekszym wyzwaniem w urzadzaniu wnętrz w stylu boho jest znalezienie rownowagi miedzy cieplem a balaganem. Znam dziewczyne ktora miala tyle poduszek na lozku, ze nie mogla spac. Inna kupila tyle girland, ze wygladalo jakby ktos oblezl caly dom sznurkami. Kluczem jest zaczac od jednego elementu – na przykład lozka z pojemnikiem na posciel w naturalnym kolorze drewna. Potem dodawaj pojedyncze akcenty: pled, poduszke, rosline. Jesli czujesz ze czegos brakuje, odczekaj tydzien zanim cos dokupisz. Czesciej okazuje sie ze to tylko chwilowa zachcianka. I pamietaj – boho ma byc twoja przestrzenia, a nie kopia zdjec z internetu. Jesli lubisz minimalizm, mozesz w wersji light: biala sciana, wiklinowy kosz, jeden welurowy fotel i suszone trawy w wazonie.
Kiedy pierwszy raz zobaczyłam to wnętrze w stylu rustykalnym, pomyślałam, że to niemożliwe, żeby tak ciepło i swojsko dało się urządzić mieszkanie w bloku z wielkiej płyty. A jednak. Klientka miała zaledwie 45 metrów, ale marzyła o drewnie, kamieniu i lnie. Zaczęłyśmy od ścian. Zamiast malować całość na biało, postanowiłyśmy położyć tapetę imitującą deski na jednej ścianie w sypialni. Efekt? Natychmiastowe wrażenie domku w górach. Do tego gruby, lniany obrus na stole i ceramiczne naczynia z miejscowej pracowni. Każdy detal ma tu znaczenie, ale nie musi być drogi. Często wystarczy stary, drewniany stołek pomalowany na nowo albo kosz z wikliny przy łóżku. To właśnie te małe rzeczy budują charakter.
Kiedy urządzałam wnętrza w kamienicy, najważniejsze było dla mnie zachowanie oryginalnych elementów. Sztukaterie na suficie pomalowałam na biało, a drewnianą podłogę odnowiłam. Do tego dobrałam meble z naturalnych materiałów. Dębowy stół, wiklinowe kosze i lniane zasłony. Całość tworzy spójną całość, która nie walczy z charakterem mieszkania. Unikałam tanich plastikowych rozwiązań. Wszystko ma służyć latami.
Ostatnio pomagałam przyjaciółce urządzić przedpokój w bloku z lat 70. Miała tam tylko jedną lampę sufitową i ciągłe wrażenie korytarza w akademiku. Postawiłyśmy na oświetlenie nastrojowe w postaci małego kinkietu z abażurem z mlecznego szkła i listwy LED wzdłuż lustra. Efekt przeszedł nasze oczekiwania. Przedpokój przestał być miejscem tylko do przejścia, a stał się strefą powitalną. Gdy wchodzę do niej wieczorem, od razu czuję się zaproszona. To pokazuje, że nawet w najbardziej oczywistym miejscu można stworzyć magię światłem, bez żadnych wielkich remontów.