Jednym z największych wyzwań okazało się przechowywanie sezonowych ubrań. W standardowej szafie z drzwiami przesuwnymi brakowało miejsca na zimowe kurtki. Rozwiązanie przyszło z przypadku – stary metalowy regał z wymienionymi półkami na grube deski. Pomalowałam go czarną farbą w sprayu i postawiłam w przedpokoju. Nie dość, że pomieścił wszystkie płaszcze, to jeszcze stał się elementem dekoracyjnym. Wieszając na nim ubrania, pamiętajcie o zachowaniu porządku – otwarta przestrzeń nie wybacza bałaganu.
Meble to serce tego stylu. W sypialni mam łóżko z pojemnikiem na pościel, które uratowało mi życie, bo szafa jest niewielka, a pościeli zbieram coraz więcej. Rama z litego drewna ma delikatnie toczone nogi i białą, matową lakiernię, która z czasem zaczęła się delikatnie przecierać – i to jest właśnie to, o co chodzi. W salonie postawiłam na kanapę z funkcją spania, która na co dzień służy jako wygodna sofa do czytania, a gdy przyjeżdża rodzina z dziećmi, rozkłada się w podwójne łóżko. Tapicerka welurowa w kolorze bladego różu sprawia, że całość wygląda jak z francuskiego magazynu. Do kompletu dołożyłam wersalkę w przedpokoju – to mój trik na gości, którzy zostają na noc bez ostrzeżenia.
Pamiętam, jak wprowadzałam się do swojego pierwszego mieszkania – kuchnia miała ledwie sześć metrów kwadratowych, a ja marzyłam o wyspie, dużym stole i miejscu na wszystkie garnki. Szybko okazało się, że meble do kuchni muszą być przede wszystkim praktyczne, a nie tylko ładne. Zaczęłam od zmierzenia każdej ściany i zastanowienia się, co naprawdę jest mi potrzebne. Okazało się, że zamiast wielkiej szafki na rzadko używane naczynia, lepiej sprawdzi się wysuwana półka na przyprawy i system cargo na patelnie. Dzię zyskałam porządek i łatwy dostęp do rzeczy, których używam codziennie. W małych przestrzeniach każdy centymetr ma znaczenie, a dobrze zaprojektowane meble do kuchni potrafią zdziałać cuda.
Detale robią różnicę, ale trzeba uważać, żeby nie przesadzić. W prowansalskim stylu mniej znaczy więcej. Zamiast trzech dywanów postawiłam na jeden, ręcznie tkany, w kolorze bladej zieleni. Na oknach wiszą lniane firanki, które przepuszczają światło, ale dają prywatność. Na parapecie stoją doniczki z lawendą i rozmarynem – one nie tylko ładnie wyglądają, ale też pachną, gdy je podlejesz. Unikam plastikowych dodatków za wszelką cenę. Nawet ramki na zdjęcia są z drewna lub starego metalu. Jedna półka w salonie jest wyłożona ceramiką z małej manufaktury – talerze i miski w pastelowych kolorach, które używam jako dekoracji, a gdy trzeba, do podania sałatki.
Kiedy pierwszy raz wjechałam do małego mieszkania w bloku z wielkiej płyty, wiedziałam, że chcę tam wnieść coś więcej niż tylko meble z popularnej sieciówki. Potrzebowałam przestrzeni, która będzie oddychać spokojem. I tak padło na styl prowansalski. To nie jest kolejny trend, który przeminie po sezonie. To sposób na życie w rytmie południowej Francji, nawet jeśli za oknem masz ruchliwą ulicę i szare niebo. Prowansja uczy nas, że piękno tkwi w niedoskonałościach – w przetartej desce, w lekkim przecierze na drewnie, w leniwie opadającej firance. Zastanawiasz się, jak to przenieść na swoje 45 metrów? Opowiem ci, jak to zrobiłam.
Ostatnia rada praktyczna: zanim kupisz cokolwiek do garderoby w sypialni, zmierz swoje ubrania. Wiesz, że przeciętna marynarka potrzebuje przynajmniej sześćdziesięciu centymetrów wysokości na wieszaku? A spodnie z mankietami jeszcze więcej. Nie polegaj na standardowych wymiarach z katalogów. Zrób własny pomiar, zapisz na kartce i idź z nią do stolarza lub sklepu. Unikniesz sytuacji, w której nowa szafa okazuje się za płytka na ramiączka z marynarkami. To błąd, który kosztuje nerwy i pieniądze.
W salonie, który pełnił u mnie rolę sypialni dla gości, postawiłam na kanapę z funkcją spania. Wybrałam model z tapicerką welurową w kolorze butelkowej zieleni – nie tylko pięknie wygląda, ale też łatwo się czyści. Problem pojawił się, gdy przyjechali znajomi na trzy dni. Rozkładanie kanapy zajmowało chwilę, ale brakowało miejsca na pościel. Wtedy zrozumiałam, że nowoczesne wnętrza wymagają sprytnych rozwiązań. Dziś mam łóżko z pojemnikiem na pościel w sypialni, a w salonie dodatkowy schowek pod siedziskiem. I to działa – nie muszę martwić się o stertę koców w kącie.
Jeśli boisz się, że styl prowansalski wyjdzie zbyt babciny albo kiczowaty, pamiętaj o jednej zasadzie – postaw na jakość, a nie ilość. Zamiast trzech tanich poduszek kup jedną z wełny merynosa. Zamiast sztucznej lawendy w plastikowym wazonie wybierz suszone kwiaty w ceramicznym naczyniu. Moja sypialnia ma zaledwie 12 metrów, ale dzięki łóżku z pojemnikiem na pościel i jasnym ścianom wydaje się większa. W przedpokoju wersalka z tapicerka welurową w kolorze musztardy dodaje energii, a jednocześnie jest praktyczna. To nie jest styl dla perfekcjonistów. To styl dla tych, którzy kochają rzeczy z duszą i nie boją się, że z biegiem lat meble będą nosić ślady użytkowania. I właśnie to jest w nim najpiękniejsze.